czwartek, 18 października 2012

z pamiętnika sklerotyka cz.4

Dawno, dawno temu chwaliłem się, że już wiem czy ilustrowanie podręczników jest fajne. Obiecałem też szczegóły, które miały pojawić się "tradycyjnie wkrótce".
Tymczasem minęło dziesięc miesięcy, książeczka nad którą wówczas pracowałem jest od dawna gotowa, a dzieciaki najprawdopodobniej już smarują w niej, rozwiązując sobie zadania z angielskiego i dorysowując moim (i nie tylko*) rysunkom wąsy, okulary i sińce pod oczami. Pora najwyższa, żebym i ja coś nasmarował o niej. 
Zacznę od rysunku, którego w książce nie ma.
A skończę linkiem do strony Wydawcy, gdzie można sobie kliknąć w Zeszyt Ćwiczeń 1 i obejrzeć kilka przykładowych plansz, a na nich trochę moich obrazków, które bez wątpienia w książce są.  


*) Nad zilustrowaniem tej książki pracowali również: Katarzyna Kołodziej, Monika Ostrowska i Sławomir Kiełbus. Dwoił się i troił róznież Kuba z IllustrateYourself. Wieeelkie dzięki.

piątek, 14 września 2012

Z cyklu: I Ty możesz trafić na okładkę.

Autentyczna, anonimowa dziewczyna i autentyczna (na potrzeby anegdoty ciut podrasowana) scenka, podpatrzona kiedyś znad filiżanki kawy w lubelskiej Akwareli. Teraz na okładce Menu tejże kawiarenki.

piątek, 31 sierpnia 2012

ten years after


Minęło dzisiaj okrągłe 10 lat od początku mojej zabawy w digart. Zaskoczony tym odkryciem, nie zdążyłem przygotować wymaganej tradycją pięknej, wruszającej (mnie, rzecz jasna) mowy, w której opowiedziałbym jak ważne dla mojej twórczości były "digartowe lata" i jak bardzo cenie sobie znajomości i przyjaźnie stamtąd wyniesione. Opowiedziałbym, ale nie opowiem gdyż, jak już wspomniałem, mowy nie będzie.
Uronię jedynie łzę nad upływem czasu i wracam do Honolulu Club.

niedziela, 29 lipca 2012

Z Ziniola...

W ubiegłym tygodniu pojawiłem się na chwilę na łamach Ziniola, żeby napisać parę słów o Honolulu Club. Zapraszam do poczytania i pokibicowania.

A na deser, polecam wycieczkę w inny zakątek ziniolowego bloga - na relację z wystawy Komiksowy Lublin, która miała miejsce w Rzeszowie, a na której miałem przyjemność powiesić kilka moich komiksowych plansz. Dowodem i zachętą niech będzie to zdjęcie, którego autorem jest  Dominik Szczęśniak.

niedziela, 1 lipca 2012

Z jadłospisu mistrzów.


Tym razem ilustracja bez babeczki, bez stolika, a nawet bez kawy. Ale za to z wykwintnym elementem kulinarnym (i piłkarsko-fryzjerskim gratis).
Tak, nowe expresso już jest do wzięcia w Akwareli i Tulipanie.
Można się częstować bez obaw o konieczność płacenia;)

niedziela, 27 maja 2012

piątek, 25 maja 2012

Żarty się kończą...

Uczestnicy ubiegłotygodniowych warsztatów prowadzonych przeze mnie w Lublinie, mieli możliwość zapoznania się ze świeżutką, dopiero co ukończoną, planszą z nowego Hmmarlowe'a, którą chytrze i nieskromnie zwieńczyłem prezentację dzieł póżnogotyckich/ wczesnorenesansowych mistrzów komiksu. Dzisiaj tę rozkładówkę (inspirowaną z kolei mistrzem z XX wieku) puszczam w świat jako znak, że prace nad albumem trwają, a nawet... zmierzają do końca.  Szczegóły wkrótce.


ps. A propos Hmmarlowe'a... Na facebooku Kultury Gniewu wypatrzyłem zdjęcie, które jest niezbitym dowodem na to, że moje nazwisko wymieniane w znakomitym gronie autorów prezentowanych na wystawie Ilustracja PL 2012 to nie żart. Możecie się o tym przekonać osobiście jeszcze do niedzieli 27 maja w  Soho Factory w Warszawie. Zapraszam. A tym, którzy się do tego wszystkiego przyczynili, dziękuję. Miło mi okrutnie.

sobota, 19 maja 2012

Co za dzień!

Serdecznie dziękuję wszystkim uczestnikom warsztatów, które mialem przyjemność poprowadzić podczas dzisiejszych Lubelskich Spotkań z Komiksem. Mam nadzieję, że sztuczki włoskich komiksiarzy z XV wieku, które starałem się przybliżyć, będą dla Was inspirujące i pomocne.
Podziękowania należą się również organizatorom imprezy. Świetnie się z Wami pracuje.  

W tym samym czasie, kiedy ja wykładałem sobie na uniwersytecie, w dalekim Ługańsku miała miejsce huczna premiera świetnego albumu Ворошиловград, narysowanego przez Xulma (mojego najprawdziwszego brata) do scenariusza Artura Wabika, który to scenariusz z kolei napisany został na podstawie powieści Serhija Żadana. Dlaczego o tym wspominam? Ano dlatego, że i ja wziąłem malutki udział w jego powstaniu... wpisując teksty w dymki. Brzmi banalnie, ale przygoda była przednia. Tym bardziej, że język ukraiński, którym porozumiewają się bohaterowie historii, znam tylko ciut bardziej niż wcale.  

Oto fragmencik pierwszej strony. A jeśli nie możecie doczekać się reszty - to macie rację.