czwartek, 22 maja 2014
czwartek, 27 marca 2014
piątek, 14 lutego 2014
Nie kończąca się historia
Romantyczna historia z życia.
Niedawno w jednej lubelskich osiedlowych bibliotek dla dzieci znalazłem cudne wydanie "Nie kończącej się historii" Michaela Endego. To z pięknymi i jak mówi moja córka, ciut okropliwymi ilustracjami Antoniego Boratyńskiego.
Niedawno w jednej lubelskich osiedlowych bibliotek dla dzieci znalazłem cudne wydanie "Nie kończącej się historii" Michaela Endego. To z pięknymi i jak mówi moja córka, ciut okropliwymi ilustracjami Antoniego Boratyńskiego.
Książka wyraźnie przeżyła swoje, przez prawie trzydzieści lat od wydania musiała wędrować przez wiele rąk i tornistrów, przetrwała co najmniej jedną ulewę (z doświadczenia wiem ze książki mające za sobą wodowanie w wannie wyglądają ciut gorzej), straciła obwolutę, zyskała za to całą gamę zgnieceń i wgnieceń, kilka tłustych i kilka "dziwnych" plam, a także koślawych, pisanych nędznym długopisem lub też tępym ołówkiem przypisów, zakreśleń i poprawek ilustratorskich. O korektorowych ciapkach i paskach nie będę wspominał bo mi jakoś nie pasują.
Czytam ją sobie no nocach do poduszki, żałując troszkę, że nie zrobiłem tego wcześniej (te dwadzieścia parę lat temu) i jednocześnie ciesząc się, że byłem chory kiedy cała moja podstawówkowa klasa (nazwijmy ją III B) poszła do Kosmosu, którego już niestety nie ma (wiem, że tylko lubelacy to zrozumieją, ale nie mogłem się powstrzymać), na film z Limahlem.
Ale ja nie o tym chciałem....
Otóż na samym końcu książki, na dolnym rożku ostatniej strony, znalazłem kilka dni temu coś ślicznego i jakoś przyjemnie wzruszającego. Pomyślałem, że podzielę się tym z Wami.
Czytam ją sobie no nocach do poduszki, żałując troszkę, że nie zrobiłem tego wcześniej (te dwadzieścia parę lat temu) i jednocześnie ciesząc się, że byłem chory kiedy cała moja podstawówkowa klasa (nazwijmy ją III B) poszła do Kosmosu, którego już niestety nie ma (wiem, że tylko lubelacy to zrozumieją, ale nie mogłem się powstrzymać), na film z Limahlem.
Ale ja nie o tym chciałem....
Otóż na samym końcu książki, na dolnym rożku ostatniej strony, znalazłem kilka dni temu coś ślicznego i jakoś przyjemnie wzruszającego. Pomyślałem, że podzielę się tym z Wami.
Dziś jest chyba dobry moment.
Życzę wszystkim zakochanym E.Ł. na całym świecie, żeby Wasi kochani Arturowie Sz. zaglądali czasem do książek.
I żeby to była nie kończąca się historia (bez cudzysłowu).
poniedziałek, 20 stycznia 2014
środa, 2 października 2013
Trzy szóstki.
Tak zaczyna się krótki komiks, który narysowałem do scenariusza Michała Rzecznika. Można go będzie doczytać do końca w najnowszym, szóstym Maszinie, którego premiera lada chwila, na Festiwalu Komiksu w Łodzi.
Kilka (sześć!) surpikowych kadrów, tym razem do scenariusza Bartosza Sztybora zobaczycie też w Zeszycikach Komiksowych - okolicznościowym, wydanym z okazji jubileuszu Piotrka Nowackiego, dodatku do najnowszego (szóstego!) Bicepsa.
wtorek, 16 lipca 2013
Kolejna osiemnastka.
Ciekawe... 18 lat temu w Kazimierzu też była piąta rano.
Osoby z dobrym wzrokiem i pamięcią może mnie nawet wypatrzą w tym zaspanym tłumie. Gdzieś się pewnie snuję:)
wtorek, 2 lipca 2013
Sur m'ale gobros - koniec pierwszego sezonu.
Minęło pótora roku od momentu kiedy zaczęliśmy z Marcinem bawić się w rodzinne ilustrowanie Lego (wspominałem tu o tym jakiś czas temu). Postanowiłem z tej okazji dowiedzieć się czegoś, co od dawna mnie frapowało. Otóż chciałem sprawdzić co czują artyści przygotowujący płyty typu "the best of...". I czy to prawda, że tak trudno wybrać ulubione "kawałki"...
I okazało się, że bardzo trudno :)
wtorek, 25 czerwca 2013
niedziela, 23 czerwca 2013
niedziela, 16 czerwca 2013
Dyeta Yeti
Pan Yeti, co mieszka w Tybecie,
Tężyznę zawdzięcza cud-diecie.
Swe menu nie byle jakie,
Oparł na jaku z ratrakiem.
A to samo zdrowie przecie.
Expresso nr 8, zima 2011 r.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















